C Y T A T Y     J. L.    W I Ś N I E W S K I*    
"Intymna teoria względności" - Janusz L. Wiśniewski
"LOS POWTÓRZONY" - Janusz L. Wiśniewski
"MARTYNA" - Janusz L. Wiśniewski
"Samotność w sieci" - Janusz L. Wiśniewski



"Intymna teoria względności" Janusz L. Wiśniewski
Wyd. Literackie, Kraków 2005

stan ciągłego 'ciężkiego' zakochania:
To musiało się skończyć. Nie można długo żyć w neurozie albo w psychozie. Tego nie wytrzyma żaden człowiek. Trudno przecież przez całe życie być pijanym. Nie aż tak."
s. 26

do góry

* * *

Ludzie, którzy tracą sens życia, mają często uczucie, że są jak odpadki zaśmiecające środowisko. Wydaje im się, iż zajmują zbyt dużo miejsca. I dlatego chcą być jak najmniejsi."
s. 52

do góry

* * *

Wigilia to głównie emocje, na których przede wszystkim jesteśmy skupieni. Są dla nas najważniejsze. Może dlatego - okazuje się, że nie ma w tym paradoksu - mało kto modli się podczas wigilii.
s. 82

do góry

* * *

(...) nie ma jednej jedynej i ostatecznej prawdy. Jest ona tak samo względna, jak wszystko inne w otaczającym nas świecie. Jest często, i to nie tylko w nauce, jedynie przybliżeniem rzeczywistości, a czasami nawet jej wygodnym - dla nas - uproszczeniem. Sprawa nie koniecznie musi być słuszna tylko dlatego, że ktoś oddał za nią życie. To, że wszyscy wokół przyznają komuś rację, wcale nie znaczy, że ten ktoś jest nieomylny. Tym kimś może być każdy. Także Bóg. Względność jego prawd może być celowa i być dowodem jego nieskończonej mądrości, ale także dowodem Jego pychy. (...)
Względność prawdy jest szczególnie widoczna, gdy odnosi się do oceny ludzkich zachowań. Przykładanie własnych miar moralności do innych jest normalną reakcją człowieka. Nienormalne i, moim zdaniem, błędne jest natomiast dokonywanie nad nim sądu i pochopne skazywanie na potępienie lub pochwałę. Zazwyczaj wiemy zbyt mało o motywach takich a nie innych zachowań, nie znamy ani wszystkich uwarunkowań, ani wszystkich tajemnic, a przez to jesteśmy skłonni do krzywdzących uogólnień.
(...) Prawo do sprawiedliwego sądu nad kimś mamy dopiero wtedy, gdy zechcemy i będziemy starali się zrozumieć. A do tego potrzebne jest przekroczenie pewnej granicy intymności. Dopiero za tą granicą wolno nam zacząć budować własną teorię dobra i zła, ciągle pamiętając, ze i tak będzie względna...

do góry

* * *

"LOS POWTÓRZONY" - Janusz L. Wiśniewski

"Los ludzki to nie tylko prosta suma wydarzeń w życiu człowieka. To przede wszystkim zapis stanów emocjonalnych - buntu wobec przeznaczenia, rozpaczy wobec nieuchronności tego, co przed nami"
Kamil Śmiałkowski "Wprost" nt. pisarstwa J.L. Wiśniewskiego

do góry

* * *

"człowiek przychodzi na świat bez własnej woli i zostaje tu na jedno żsycie, z którym musi sobie jakoś poradzić."
s.35

do góry

* * *

"Żeby przeżywać życie, trzeba widzieć w nim sens. Żeby chcieć rano wstać z łóżka, trzeba widzieć w tym jakiś cel"
s.35

do góry

* * *

"Gdy człowiek zmaga się całe życie ze swoją niezawinioną przecież innością, ze szczelną jak łódź podwodna nietolerancją małego miasteczka, z niepojętą samotnością, którą ta inność powoduje, gdy walczy o każdą oznakę akceptacji tej odrębności i znajduje nagle kogoś kto czuje dokładnie tak samo i jest na dodatek uosobieniem wszystkich marzeń i fantazji, to ma się przekonanie, że dotknęło się wieczności.
A wieczność można dotknąć przecież tylko jeden jedyny raz."
s.81

do góry

* * *

"...pozbierałam kawałki, jakie pozostały z mojego dawnego, potłuczonego życia, i ulepiłam z niego nowe, lepsze, oparte na nowych fundamentach, zmierzające ku nowym celom. Dziś jestem nowym człowiekiem, mającym nwych przyjaciół, nowe pasje, nowe marzenia, nową filozofię życia. Odcięłam się od wszystkiego, co miało jakikolwiek związek z bolesną przeszłością, no, od prawie wszystkiego..."
s.88

do góry

* * *

"Są różne rodzaje miłości. Jedne tlą się latami, jak ogień podtrzymywany w kominku, inne wybuchają gwałtownie jak wulkan i równie szybko gasną."
s.89

do góry

* * *

"Właśnie za to chciałam podziękować, za przypomnienie mojemu sercu, że powinno pompować krew, moim płucowm - że powinny oddychać, moim oczom - że powinny płakać, moim ustom - że powinny się śmiać, mnie - że powinnam żyć. Odnajdywać chwile radości i poczucia sensu istnienia."
s.91

do góry

* * *

"...życie składa się z rzadkich oddzielnych momentów najwyższego znaczenia i nieskończonej liczby przerw między tymi momentami. A ponieważ cienie tych momentów unoszą się w trakcie tych przerw nieustannie wokół nas, więc warto dla nich żyć."
s.102 [Tischner]

do góry

* * *

"...Ktoś kto powiedział, że czas goi wszystkie rany, jest kłamcą. [...]. Czas pozwala jedynie nauczyć się najpierw przetrwać, a potem żyć z tymi ranami. Ale każdego ranka, natychmiast po otwarciu oczu czuje się te rany. I zawsze, do ostatniej chwili życia będzie się czuło obecną nieobecność. Od niej można uciekać, ale nie można uciec."
s.112-113

do góry

* * *

"Kara ma tylko wtedy sens, gdy ktoś choć w najmniejszym stopniu okaże, że jest dla niego dolegliwa. Podobnie nagroda ma sens, gdy sprawia radość, jest wyróżnieniem, powodem do dumy"
s.138

do góry

* * *

"...ludzie żyją tak naprawdę tylko po to, aby przeżywać emocje..."
s.159

do góry

* * *

"W nauce nie można się zatrzymać. To nie piłka nożna czy gra w kręgle. Nauka wymaga oddania, wierności i czasu. I jest bezwzględna, trzeba jej dawać z siebie wszystko. Wtedy dopiero można od nauki też żądać wszystkiego."
s.166

do góry

* * *

"Kłótnia w naturalny sposób przerywa milczenie i w związku dwojga rozczarowanych sobą ludzi jest jak nacięcie ropiejącego wrzodu - likwiduje ból, rozpoczyna proces gojenia"
s.168

do góry

* * *

"...taka chemia oparta wyłącznie na podziwie i pożądaniu kończy się bardzo szybko [...] Źródłem uroku nowych znajomości jest nie tyle znużenie dawnymi ani przyjemność odmiany, ile przykrość, że znajdujemy zbyt mało podziwu u tych, którzy nas zanadto znają. Dajemy się wtedy skusić nadziei, iż znajdziemy go więcej u tych, którzy nas znają mniej."
s.191

do góry

* * *

"...najważniejsze, co ojciec może zrobić dla swojego dziecka, to być dobrym mężem dla jego mamy"
s. 194

do góry

* * *

"Nikt nie pyta o samopoczucie, jeśli mu się świat wali"
s.200

do góry

* * *

"Można kochać to samo i nazywać inaczej"
s.213

do góry

* * *

"Kiedy się coś toleruje, najpierw to coś staje się znośne, a wkrótce zupełnie normalne i zwyczajne"
s.232

do góry

* * *

"MARTYNA" - Janusz L. Wiśniewski

Serdeczne podziekowania dlaBIBI - Płonącej Żyrafki

* * *

(...) "jutro" to było o całą wieczność za późno.

do góry

* * *

(...) Magda wyciągnęła z metalowej kasety, którą trzymała w nocnej szafce, zapisaną drobnym pismem kartkę. Napełniła winem szklankę po herbacie, wypiła duszkiem, usiadła na podłodze i zaczęła czytać. Nie, wcale nie czytała. Zamknęła oczy i recytowała. List, który ojciec napisał do niej przed jej urodzeniem. List do nienarodzonego jeszcze dziecka, na które czeka i za którym tęskni.

do góry

* * *

(...) dowiedziała się o blogu. (...) Zeszyty spod sprężyn dane do przeczytania całej elektronicznej wiosce.

do góry

* * *

(...) ci wszyscy faceci przychodzą do nas, aby się "napatrzeć, podniecić i przeżyć coś chemicznego"...

do góry

* * *

(...) na standardowe pytanie, co studiuje, odpowiada, że "bardzo lubi po francusku", więc romanistykę.

do góry

* * *

Bo teraz są nie tylko dobre czasy na preparaty typu wash'n'go, ale także na męskie preparaty typu fuck'n'go.

do góry

* * *

Najgorzej, gdy ma bardziej pomarszczony brzuch niż mózg.

do góry

* * *

(...) mężczyzna powinien mieć pewien minimalny poziom czułości.

do góry

* * *

(...) chciałabym ssać jego mózg. To znaczy jego mózg także.

do góry

* * *

Nie byłam nawet powietrzem. Co najwyżej próżnią.

do góry

* * *

Głupia jesteś jak sanki.

do góry

* * *

(...) "wrażliwość z odkrytym brzuchem zaraz za Firewallem". Niedostępna i niebezpieczna.

do góry

* * *

(...) łapać karpia, czyli "carpe diem".

do góry

* * *

Jeśli kilka razy nurkujesz do szafy dla faceta, to tak naprawdę już chcesz, aby zdjął ci majtki. To na nich powinnaś się skupić i zapomnieć o reszcie.

do góry

* * *

Istnieli tylko oni oboje i nie istniał świat.

do góry

* * *

Masz w sobie tę ciekawość dziecka i pociągającą wrażliwość.

do góry

* * *

Słowa są największym oszustwem, na które faceci nas nabierają.

do góry

* * *

Anioły po prostu są, nie muszą nic mówić, nie udają, że cię znają. (...) Anioły są tylko dla Ciebie.

do góry

* * *

Zawsze, gdy telefon nie dzwoni, wiem, że to Ty...

do góry

* * *

(...) ma mniej seksu w sobie niż wieszak biurowy.

do góry

* * *

(...) przeżywa każdy dzień swojego życia jak dziecko, które rodzice pierwszy raz wzięli do Disneylandu.

do góry

* * *

Pęka kryształowe serce...

do góry

* * *

(...) sposób, w jaki mężczyzna traktuje swoją żonę, jest wyrazem jego stosunku do kobiet.

do góry

* * *

Przydrożne latarnie zasnute mgłą wyglądały jak otulone watą lampki na choince.

do góry

* * *

(...) nie jest meblem, który można przewieźć do nowego mieszkania, gdy ma się na to ochotę.

do góry

* * *

(...) swój świat (...) nie ma wcale kodu pocztowego. Bardziej niż współrzędne geograficzne wyznaczają go ludzie...

do góry

* * *

Człowiek jest człowiekiem tak naprawdę dzięki mowie.

do góry

* * *

Zachwycające w słowach jest to, co można dzięki nim przeżyć. I jakich przeżyć dostarczyć innym.

do góry

* * *

Jedni cytują Biblię ("Na początku było Słowo i Słowo było przy Bogu, i Bóg był Słowem"), inni przywołują do pomocy genetykę, twierdząc, że zdolność mówienia to nic innego, jak tylko wynik ewolucyjnej mutacji genu na chromosomie Y oraz obecności krótkiej sekwencji genów FoxP2 na chromosomie 7. To rzekomo (badania są w fazie na tyle początkowej, iż nie można uznać ich za fundament nowej teorii) dzięki mutacji chromosomu Y i proteinie kodowanej przez FoxP2 ludzie mają podarowane przez ewolucję mózgu obszary odpowiedzialne za mowę. I jest to fascynujący podarunek. Pod względem złożoności i możliwości porównywalny do kodu DNA. Gdyby założyć, że ludzie używają w potocznym języku 10 tysięcy rzeczowników i 4 tysięcy czasowników (oglądając ostatnio telewizję, przekonuję się, że jest to zbyt optymistyczne założenie), to używając gramatyki, można połączyć te rzeczowniki i czasowniki w ponad 6,4 biliona zdań składających się z pięciu słów. Gdyby założyć, że do wypowiedzenia każdego z tych zdań potrzebowalibyśmy tylko jednej sekundy, to wypowiedzenie wszystkich zajęłoby ponad milion lat. Kobietom oczywiście kilka lat mniej. Z pewnością też wypowiedziałyby ważniejsze zdania na początku.
To, czy w drodze od niezrozumiałych pomruków Homo erectus do poezji współczesnego Homo sapiens pomagał człowiekowi Bóg, czy tylko pewne białko, jest dla większości z nas tak naprawdę jedynie naukową ciekawostką. Faktem istotnym dla wszystkich natomiast - często zupełnie nie uświadamianym - jest to, że Człowiek jest Człowiekiem tak naprawdę dzięki mowie. Bez słów nie powstawałyby te idee, które spowodowały, że między odkryciem włóczni a umieszczeniem stacji orbitalnej w kosmosie minęło zaledwie dwanaście tysięcy lat. Ale mowa nie jako nosiciel bynajmniej zachwyca ludzi. Zachwycające w słowach jest to, co można dzięki nim przeżyć. I jakich przeżyć dostarczyć innym.
Po wynalazku Gutenberga z Moguncji ponad 600 lat temu słowa znalazły swoje miejsce w książkach i gazetach. I zachwyt nimi, słowami, się pomnożył. Ludzie zaczęli pisać.
Używając 32 liter, można napisać nieskończenie wiele słów. Składać z nich wypowiedzenia z pracy, wyroki śmierci i akty zgonu, ale można także napisać coś tak genialnego i zmieniającego świat jak Blaszany bębenek.
Fascynacja słowem w książkach to nie fascynacja samą informacją. Gdyby zastosować matematyczny model Shannona do beletrystyki, to okazałoby się, że większość przekazu w książkach jest szumem, a nie informacją w termodynamicznym sensie teorii informacji. Ale ludzie chcą być zatopieni w tym szumie, znajdują w nim bowiem inspirację swoich fantazji i chemię własnych emocji. Kiedy czytam w czasopismach naukowych o analizie sonetów Szekspira z punktu widzenia teorii informacji, to zawsze przypomina mi się anegdota o amerykańskim fizyku nobliście, będącym sąsiadem farmera, któremu nie niosły się z nieznanych powodów kury. Pewnego dnia farmer poprosił noblistę o radę i pomoc. Noblista tydzień po wizycie na farmie zadzwonił do biednego farmera i zaczął rozmowę z nim takim zdaniem: "Bill, na początku załóżmy, że kura jest okrągła...".
"Na początku było słowo...". Jeśli faktycznie Bóg jest tym programistą, to i na "początku" Internetu Biblia się nie myli. Na początku Internetu (ponad 33 lata temu) było bowiem słowo. Nawet jeśli miało być inaczej. Mało kto zna tę historię.
Wieczorem 20 października 1969 roku grupa informatyków w centrum komputerowym Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles (UCLA) miała po raz pierwszy w historii ludzkości doprowadzić do tego, aby dwa komputery zaczęły "rozmawiać" z sobą. Tym drugim komputerem był komputer w Stanford Research Institute (Stanford) w północnej Karolinie. UCLA miało wysłać słowo "log" (które tak naprawdę jest kodem i nic nie znaczy), a Stanford miał potwierdzać odbiór każdej litery jej powtórzeniem.
UCLA wysłało L, Stanford potwierdził: LL. UCLA wysłało O (...) W tym momencie zostało przerwane połączenie. Cały system przestał działać. Na ekranie w Los Angeles zostało "LLO". I to jest tak niezwykle symboliczne. Amerykanie wymawiają "Hello" bardzo często z głuchym "h", jako "(he)llo". "Witam Cię" było pierwszą wiadomością przesłaną przez Internet. I to wbrew woli nadawcy.

do góry

* * *

Gdyby Jezus dożył siedemdziesiątki, myślę, że nie kochałby wszystkich ludzi.
Tylko niedojrzali i niedoświadczeni ludzie mogą kochać całą ludzkość.

do góry

* * *

Miłość bardzo często przeplata się z cierpieniem i bólem. Niektóre kobiety bolą odbite kopniakiem nerki.

do góry

* * *

Jeśli ktoś potrafi zmieszać 5 gramów (sic!) żubrówki, 80 gramów soku jabłkowego i 15 gramów mineralnej bez gazu, sprzedać to Japończykowi jako kultowy francuski drink w barze w Mercure i wziąć za to jeszcze duży napiwek, to potrafi także otworzyć załącznik bez pomocy faceta. Dużo rzeczy można zrobić bez pomocy faceta, chociaż z facetem niektóre mogą być bardziej przyjemne.

do góry

* * *

(...) włóż Remka do zamrażalnika, bo mu wycieknie cała dopamina i radość życia mu się ulotni.

do góry

* * *

(...) zauważyłam, że u mężczyzn występuje często interesująca prawidłowość: jedzą u innych kobiet, a zasypiają w łóżkach u zupełnie innych.

do góry

* * *

(...) miłość jest wtedy, kiedy chcesz z kimś przeżywać wszystkie cztery pory roku. Kiedy chcesz z kimś uciekać przed wiosenną burzą pod osypane kwieciem bzy, a latem zbierać z tym kimś jagody... i pływać w rzece. Jesienią robić razem powidła i uszczelniać okna przed wiatrem. Zimą - pomagać przetrwać katar i długie wieczory, a jak już będzie zimno, rozpalać razem w piecu.

do góry

* * *

Bycie z człowiekiem, którego się nie kocha, to jak skazanie na dożywotnie galery.

do góry

* * *

"Optymista Tysiąclecia" jest w stanie wybaczyć wszystko i właśnie dlatego NIE WOLNO go krzywdzić.

do góry

* * *

Czy można kogoś przestać kochać... zaocznie?

do góry

* * *

Twoja religia ujawnia się w tym, co robisz po wysłuchaniu kazania. (...) Moja miłość ujawnia się wtedy, kiedy znika przedmiot pożądania.

do góry

* * *

Jak musieli się czuć, kiedy się żegnali podając sobie dłonie, a chcieli się tak mocno przytulić, jakby można było w jednym krótkim przytuleniu dotknąć serca sercem.

do góry

* * *

Nasze szczęście było jak dżem w kiepskim pączku... prawie go nie ma.

do góry

* * *

Szczęście to nic innego jak zdrowie i kiepska pamięć.

do góry

* * *

Przyniósł mi sok marchwiowy w kartoniku, ponieważ wyglądałam jak anemia postępująca.

do góry

* * *

(...) jesteś teraz jak młoda wdowa z Andaluzji. Tyle tylko, że one częściej się uśmiechają.

do góry

* * *

(...) wszyscy w takim stanie się ciągle boją? Tego, że wieczność może skończyć się pojutrze po Teleexpresie albo nawet jutro rano? (...) Myślisz, że miłość i lęk zawsze rodzą się jako bliźnięta? Że to ta sama chemia?

do góry

* * *

(...) ja się tak boję, że to marzenie, które mi się spełnia, po prostu kiedyś umrze. (...) czasami śmierć marzenia jest nie mniej smutna niż prawdziwa śmierć.

do góry

* * *

Bo ona czeka po prostu aż jej miłość przyjdzie... I zaprasza go na te zakupy. I on swoje serce co dzień na jej tacy łoży. I ona to serce przyjmuje. I ona się z tym sercem męczy. I ona mu swojego serca tak dać nie może. I dlatego to tak boli...

do góry

* * *

Wyglądasz, jakbyś umarła i tylko przysłała na ziemię swój cień, by pozałatwiał resztę twoich spraw...

do góry

* * *

(...) ostatnio chodzę wygięta w jeden wielki znak zapytania.

* * *

W ciemnej sali ich oczy rzucały snopy oślepiających iskier. Naładowane elektrycznością powietrze doprowadziło go na brzeg ekstatycznego spazmu.

do góry

* * *

(...) zepchnięty gdzieś w głąb mojego serca czekał na lepsze czasy.

do góry

* * *

Teraz znów nasze drogi splótł zaskakujący los.

do góry

* * *

- Wiesz co, Magda. Jako mój głos rozsądku potrafisz nieźle mnie wkurzyć.
- I dlatego mnie kochasz.

do góry

* * *

(...) nasze wyobrażenia tworzone na podstawie słów ubieraliśmy w rzeczywistość.

do góry

* * *

Zdziwienie. Ciekawość. Smutek. Wszystko w kolorze zielonym. Ale nadziei nie było. Choć podobno bywa zielona.

do góry

* * *

(...) wszystko dzieje się poza nią. Jej świadomość w tym nie uczestniczy.

do góry

* * *

Modlę się o Twojego nieśmiertelność ciała.

do góry

* * *

(...) serce tak szczelnie zamknęło się w czterech ścianach swojego cierpienia...

do góry

* * *

(...) wypijesz ze mną wino na swojej ulubionej łące?
(...) I pozwoli mu delikatnie muskać wargami to miejsce tuż za uchem.
Będą jak dwie porcelany alkoholizujące się na środku łąki.

do góry

* * *

Nawet tęsknota może być nieodwzajemniona.

do góry

* * *

Zdjęła buty i szła po kałużach.
Celowo wybierała te największe.

do góry

* * *

(...) prawda nie potrzebuje wielu słów. Więc ona też milczała.

do góry

* * *

Była jedną wielką totalną niewiedzą.

do góry

* * *

Martynko, musimy sobie zadawać pytanie o sens życia, dlaczego jest tak, dlaczego nie inaczej, dlaczego nie rozumiem. I nie dziw się, jeśli nigdy nie będziesz spokojna i nie znajdziesz odpowiedzi. Nie możesz jej znać. Nikt jej nie zna. Ale możesz wierzyć. Każdego dnia wstaje słońce.

do góry

* * *

Im więcej słów, tym mniej treści przypada na każde.

do góry

* * *

(...) pomóżcie mi, błagam, bo za chwilę rozsypię się na maleńkie kawałeczki.

do góry

* * *

Do twarzy mi było w Smutku. Zaprzyjaźniłam się z nim nawet. Z Tęsknotą także.

do góry

* * *

Bo "tęsknić" i "czekać" to prawie to samo. Pod warunkiem, że czekając się tęskni, a tęskniąc czeka.

do góry

* * *

Ciało, Serce, Rozum, Tęsknota, Czekanie, Smutek, Zrozumienie.
I ja. (...) I jeszcze Dusza.

do góry

* * *

Bo różnica między Andrzejem a profesorem polegała na tym, że Martyna miała wrażenie, że przy tym pierwszym czuje się jak dziecko stawiające pierwsze w życiu kroki, malutkie, drobniutkie, troskliwie podtrzymywane przez wzruszoną matkę. Natomiast przy profesorze te kroki były jak w siedmiomilowych butach. Na dłuższą metę daleko nie ujdziesz. Bo po prostu się zmęczysz. A jeśli nawet się nie zmęczysz, to zbyt szybko skończy ci się ta droga.

do góry

* * *

(...) żyjąc, tracimy życie.

do góry

* * *

Przecież trzeba pamiętać, że życie to przystanek. Tylko przystanek. Chwila. Kilka chwil. I nie wolno nam ani jednej zmarnować. Bo nigdy byśmy sobie tego nie wybaczyli.

do góry

* * *

Bo Miłości uczymy się całe życie.

do góry

* * *

Wszystko działo się albo przed nią, albo za nią. Za późno lub za wcześnie.

do góry

* * *

Od kiedy postanowiła żyć bez mężczyzn, wyostrzyło jej się poczucie humoru.

do góry

* * *

Wsłuchać się w odgłos skrzypiącego pod butami śniegu.

do góry

* * *


wywiad "Gali" z Januszem L. Wiśniewskim nt. jego książki "Samotność w Sieci"
************************

"Samotność w sieci" Janusz L. Wiśniewski

Serdeczne podziekowania za ogrom pracy jaki włożyła w przepisanie, przygotowanie i przesłanie cytatów dla BIBI - Płonącej Żyrafki

* * *

Z rampy przy torze czwartym na peronie jedenastym stacji kolejowej Berlin Lichtenberg skacze pod pociąg najwięcej samobójców (...) Lichtenberg jest jedną z najbardziej peryferyjnych stacji w Berlinie i jest przy tym stacją najbardziej zaniedbaną. Odbierając sobie życie na stacji Berlin Lichtenberg, ma się wrażenie, że pozostawia za sobą szary, brudny, śmierdzący moczem, obdrapany z tynku świat pełen śpieszących się smutnych lub nawet zrozpaczonych ludzi. Zostawić taki świat na zawsze jest o wiele łatwiej.

do góry

* * *

Najgorszy jest lęk przed czymś, czego nie można nazwać. Na lęk bez imienia nie pomagają nawet strzykawki.

do góry

* * *

Samotność jest najgorsza.

do góry

* * *

Płakać trzeba w spokoju. Tylko wtedy ma się z tego radość.

do góry

* * *

Perfumy fascynowały go od dawna. Są jak wiadomość, którą chce się przekazać. Nie potrzeba do tego żadnego języka. Można być głuchoniemym, można być z innej cywilizacji, a i tak zrozumie się tę wiadomość. W perfumach jest jakiś irracjonalny, tajemniczy element. Channel No 5, L'Air du Temps czy Poeme są jak wiersz, który nosi się na sobie. Niektóre są tak niepoprawnie sexy. Zmuszają do obejrzenia się, nawet podążenia za kobietą, która ich używa. Pamięta, jak dwa lata temu zwiedzał Prado. W pewnym momencie przeszła obok niego kobieta w czarnym kapeluszu i otoczył go mistyczny zapach. Zapomniał o El Greco, Goi i innych. Poszedł za tą kobietą. Teraz pomyślał, że za kobietą, która tutaj przed chwilą siedziała i zostawiła swój zapach, też chciałby pójść.

do góry

* * *

Spoglądała na niego ukradkiem spod okularów. Zaczął czytać. Ona też wróciła do swojej książki. W pewnym momencie poczuła niepokój. Podniosła głowę. Wpatrywał się w nią. Miał smutne, zmęczone, zielonkawe oczy. Palcami prawej dłoni dotykał ust i przenikliwie wpatrywał się w nią. Zrobiło jej się dziwnie ciepło. Uśmiechnęła się do niego.

do góry

* * *

Jestem na głodówce od 4 dni, dwa razy w roku bowiem "oczyszczam się", głodując przez tydzień. Wiesz, że gdy przetrwasz pierwsze 3 dni absolutnej głodówki, to wpadasz w stan swoistego transu? Twój organizm nie musi nic trawić. Dopiero wówczas zauważasz, z czego okrada Cię proces trawienia. Masz nagle tak dużo energii. Żyjesz jak na rauszu. Jesteś kreatywny. Twoja percepcja jest jak sucha gąbka, gotowa wsysać wszystko, co się tylko znajdzie w jej pobliżu. Pisze się wtedy ponoć piękne wiersze, wymyśla się niesłychanie rewolucyjne naukowo teorie, rzeźbi lub maluje prowokacyjnie i awangardowo, a także kupuje z wyjątkowym powodzeniem na giełdzie. To ostatnie mogę z pewnością potwierdzić. Poza tym Bach na "głodzie" jest... no, jaki jest... Jest tak, jak gdyby grał go sam Mozart.
Taki stan osiąga się jednak dopiero wtedy, gdy przebrnie się "w cierpieniu" przez pierwsze 2 lub 3 dni. Te 2 lub 3 dni to nieustanna walka z głodem. Ja budzę się nawet z głodu w nocy. Ale przebrnęłam przez to wszystko i zaczynałam czuć dzisiaj rano rausz "nietrawienia". I na tym rauszu natrafiłam na Twoją stronę internetową.. Nie mogło być lepszego momentu. I wszystko inne stało się mało ważne.
W zasadzie to tak naprawdę nie przetrwałam tej głodówki. W tym barze przecież nic nie jadłam. Tylko piłam. Głównie za wspomnienia. Nie pij nigdy - nawet jeśli jest to bloody mary tak dobra, jak serwują w "Clubie 54", i masz najpiękniejsze wspomnienia - w czwartym dniu głodówki. Zjedz coś przed tym.

do góry

* * *

Wiesz, że pisałam ten list minimum 1000 razy? Pisałam go w myślach, pisałam go na piasku na plaży, pisałam go na najlepszym papierze, jaki można było kupić w Zjednoczonym Królestwie, pisałam go sobie długopisem na udzie. Pisałam go na obwolutach płyt z muzyką Szopena.
Pisałam go tyle razy...

do góry

* * *

Jedyne, co mogłem zrobić, aby przetrwać tę rozłąkę, to zniknąć z Twojego świata zupełnie. Nie byłabyś szczęśliwa tutaj ze mną. Ja nie byłbym szczęśliwy tam.
Jesteśmy z podzielonego świata.
Nawet nie proszę, abyś mi wybaczyła. Tego, co zrobiłem, nie można wybaczyć. To można tylko zapomnieć.
Zapomnij.

do góry

* * *

Dowiedziałam się o Twoim istnieniu około 16.30. Teraz jest dopiero 17.15 w Warszawie, a zdążyłeś już wywołać we mnie podziw, zdumienie, ciekawość, zazdrość, wzruszenie, smutek i radość. Ja ostatnio mało przeżywam, więc zauważam ostrzej takie uczucia.

do góry

* * *

Sen, każdy sen, jest jak psychoza. Ze wszystkim, co do niej należy: pomieszaniem zmysłów, szaleństwem, absurdem. Taka krótkotrwała psychoza. Nieszkodliwa, wprowadzana za zgodą i kończona z własnej woli poprzez przebudzenie. Oczyszczająca. Tak przynajmniej twierdzi Freud. On się chyba na tym znał.

do góry

* * *

Boże, pomóż mi być takim człowiekiem, za jakiego uważa mnie mój pies.

do góry

* * *

Bądź mądrzejszy od innych i nie okazuj im tego...

do góry

* * *

(...) Cieszę się, że jesteś. Czekałem na Ciebie. Czekać. Czy to to samo, co tęsknić?

do góry

* * *

Nagle tak cicho zrobiło się w moim świecie bez Ciebie...

do góry

* * *

"Jakubku, doprowadzasz mnie do śmiechu, doprowadzasz mnie do łez. Zastanawiałam się dzisiaj cały wieczór, że prawdę mówiąc najbardziej ostatnio chcę, abyś doprowadził mnie do orgazmu".

do góry

* * *

Dwa razy pod obojczyk. Dwa razy w kierunku rozmówcy. To takie proste. "Kocham Cię". Dwa razy pod obojczyk...

do góry

* * *

Wierzyłem, że Natalia będzie kiedyś znowu słyszeć, tak samo jak dzieci wierzą, że będą kiedyś dorosłe. To tylko kwestia czasu i cierpliwości.

do góry

* * *

Wiesz, że ja zawsze tęskniłam za Tobą już troszeczkę, nawet gdy byłeś blisko mnie. Tęskniłam już tak sobie trochę na zapas. Żeby później tęsknić mniej, gdy już pójdziesz do domu. I tak nie pomagało.

do góry

* * *

Bóg na pewno wie, co robi. Przecież znalazł mi Ciebie.

do góry

* * *

Natalia dzisiaj nad ranem umarła.

do góry

* * *

Jest taki moment, kiedy ból jest tak duży, że nie możesz oddychać.

do góry

* * *

Leżysz z ogromnymi oczyma i pocisz się ze strachu, drżysz ze strachu i nie wiesz, czego lub kogo się boisz.

do góry

* * *

Nie udało nam się wiele w życiu, ale mamy syna prymusa. Przy takim ciśnieniu wymagań, gdyby był dziewczynką, Andrzej powinien mieć co najmniej anoreksję.

do góry

* * *

Wyobrażasz sobie zdradę wobec wszechwiedzącego Boga? Tego nie można w żaden sposób ukryć. To nie chodzi o to, że nie można ukryć czynów. Nie można ukryć myśli! Pragnień, wzruszeń, marzeń.

do góry

* * *

Pewnego dnia siostra Anastazja zniknęła. Tego samego dnia ktoś wyprowadził z garażu klasztoru samochód. Pojechała do Częstochowy. W drodze powrotnej, na prostej, suchej jezdni, dwa kilometry od przychodzi w Poczesnej, jej samochód zjechał na lewą stronę. Prosto pod ogromną duńską chłodziarkę. Nie było śladów hamowania. Jej samochód wbił się dosłownie pod chłodnicę ciężarówki. Zginęła na miejscu. Nikt z Lublina nie przyjechał nawet, aby ją zidentyfikować. SB postarało się, aby wyniki sekcji zwłok stały się powszechnie znane w okolicy i Lublinie. Siostra Anastazja miała alkohol i valium we krwi, a w macicy spiralę.
Miesiąc później była Wigilia. Po Pasterce, gdy już wszyscy byli w domach i witali nowo narodzonego Jezusa, do małego kościółka w Białowieży przyszedł brat Andrzej. Z kamiennej misy u wejścia do kościoła nabrał do butelki po oranżadzie wody. Zbliżył się do ołtarza, postawił na nim butelkę ze święconą wodą, butelkę z wódką i mały plastikowy pojemnik z czarnym tuszem. Wysypał garść tabletek. Z marynarki wyjął igielnik do robienia tatuażu. Czarny tusz z plastikowego pojemnika zmieszał z wodą święconą. Oparł się o stół. Stanął dokładnie naprzeciwko krzyża. Zaczął tatuować.
Rano kobiety przyszły zapalić świece przed mszą. Poczuły zapach wódki przy ołtarzu i znalazły tam brata Andrzeja. Na okrwawionym przedramieniu jego lewej ręki można było odczytać niewyraźny napis: Boga nie ma...

do góry

* * *

Wiesz, że książki mogą być jak bandaż lub gips?

do góry

* * *

Jedynie konfrontacja z fobią jest metodą na fobię. To działa. Dokładnie na zasadzie szczepionki. Szczepisz sobie podświadomość.

do góry

* * *

Czytanie zawsze pomaga przeczekać.

do góry

* * *

Miłość ma wpisane w siebie cierpienie. Nieuniknione, chociażby przy rozstaniach.

do góry

* * *

Pani Iwona wiedziała, że wizyta u fryzjera to przeżycie bardziej intymne niż wizyta u ginekologa. U niej nie tylko układa się włosy. U niej często zaczyna się układać plany życiowe.

do góry

* * *

Po co ludziom psychoterapeuci - pomyślała rozbawiona. - Powinni po prostu częściej chodzić do fryzjera. Nic dziwnego, że tu są zawsze tłumy.

do góry

* * *

Można mieć jej stanik. Kiedyś zapytał ją o kolor bielizny, którą ma tego dnia na sobie. To był wieczór. Wypił za dużo wina. Była muzyka. I tak jakoś wyszło. Najpierw zignorowała to pytanie. Po godzinie wróciła do niego. Też za dużo wina. I też muzyka. Jej też chyba tak jakoś wyszło, bo napisała:
Nie umiem opisać Ci tego koloru. Jest na pograniczu oliwkowej zieleni i turkusu. Właśnie zdjęłam stanik i włożyłam do koperty. Sam zobaczysz, jaki to kolor.

do góry

* * *

(...) jak gdyby motyle miał w brzuchu, gdy rano włączał komputer.

do góry

* * *

Anioły przecież nie umierają...

do góry

* * *

Jak to dobrze, że upiłam Rozum.

do góry

* * *

Można mieć pluszowego misia, zajączka lub pieska. Można też mieć podwójną spiralę DNA z pleksiglasu. Może nie jest miękka, pluszowa i do przytulania. Ale za to ma geny.

do góry

* * *

To jest nawet ostatnio twoje marzenie. Spędzić przy nim cały dzień i milczeć.

do góry

* * *

(...) ja nie myślę. Ja czuję.

do góry

* * *

(...) ze wszystkich rzeczy wiecznych miłość trwa najkrócej.

do góry

* * *

Mimo jego nieustannych podróży, e-mail na "rozpoczęcie n-tego dnia z Tobą" - jak on to nazywał - był regularny jak wschód słońca lub niemiecki pociąg. Liczył każdy dzień. "N" było każdego dnia o jeden większe. Od bardzo dawna nie była dla nikogo tak ważna. Któregoś dnia, w południe, była tuż przed okresem, jadła lunch przy biurku, miała van Morrisona w słuchawkach walkmana i popłakała się, myśląc o tym. Tak po prostu zaczęły płynąć jej łzy. Traka niekontrolowana egzaltacja w trakcie PMS-u.

do góry

* * *

Chociaż nie odważył się jej o to zapytać, był pewien, że się masturbuje.
Była zbyt inteligentna, aby tego nie robić.
Tylko kobiety, które się masturbują, dobrze wiedzą, co je podnieca i umieją o to poprosić. Ponadto akt masturbacji jest jedynie dodatkiem do prawdziwego aktu, który ma miejsce w mózgu. Podbrzusze jest tylko sceną, na której się to rozgrywa. Był pewien, że ona masturbuje się, myśląc o nim. Tak, to była właśnie ta wyłączność: być w jej mózgu - i w jej palcach - w takim momencie.
Czy można być w ogóle bliżej kobiety niż wtedy, gdy ona rozładowuje napięcie swoich fantazji, wiedząc, że nic, absolutnie nic i przed nikim nie musi udawać?

do góry

* * *

Ale najwięcej błony śluzowej u kobiet jest oczywiście w pochwie.
Są tam kilometry kwadratowe błony śluzowej, przez którą może wniknąć wszystko o masie cząsteczkowej zbliżonej do kokainy. Jim wiedział o tym doskonale. Czasami, gdy był w łóżku z Kim, celowo opóźniał wejście w nią do momentu, gdy ona sycząc ze zniecierpliwienia, gryzła jego ucho i sama prosiła go o to. Wtedy Jim, gdy akurat miał dosyć kokainy w kieszeni spodni lub w szufladzie nocnego stolika, otwierał mały plastikowy woreczek z proszkiem i tuż przed wejściem w nią, pieczołowicie rozprowadzał kokainę na swoim członku. Wiedział, że kokaina działa znieczulająco. Dlatego też podczas czekania w niej rejestrował o wiele mniej sygnałów od swojego prącia i potrafił czekać, nie obawiając się, że mimo ogromnego podniecenia utraci kontrolę i minie punkt, spoza którego nie ma już powrotu dla mężczyzny.
Poruszając się w niej cały czas, musiał odczekać około dwóch minut, co dla większości mężczyzn, jak pokazują statystyki, jest problemem. Kim tymczasem przeżywała te swoje niezwykłe pierwsze dwie minuty, które dla większości kobiet są jednocześnie ostatnie, po czym dostawała prawdziwy kick i, według Jima, który uwielbiał poetycko i kiczowato przesadzać, "przenosiła się nagle na inną planetę, w zupełnie inny wymiar absolutnie niezmierzalnej rozkoszy".

do góry

* * *

(...) myślał o przeznaczeniu. Był prawie pewny, że przeznaczenie to wymysł i przesąd. Bóg ma za dużo ważnych spraw na głowie, aby ustalać przeznaczenie całego tego mrowiska ludzi. Poza tym nie ma takiego przeznaczenia, które uśmierca ośmioletnie dziecko.

do góry

* * *

Mózg dobrze funkcjonuje, gdy dusza jest spokojna.

do góry

* * *

Trzy tygodnie później stał na lotnisku i patrzył, jak pracownica LOT-u pcha wózek inwalidzki, na którym siedziała zupełnie łysa, przerażona dziewczynka w spranym bawełnianym dresie. Miała ogromne zielone oczy, była przeraźliwie chuda i przytulała do siebie małego pajacyka w czerwonym kubraczku i kapeluszu.
To była Ania.
Podszedł do niej i przedstawił się.
- Mam na imię Ania. To jest Kacper - powiedziała, wskazując na pajaca. - Mama powiedziała, że pan może coś zrobić, abym nie umarła.

do góry

* * *

Gdy zniknęła na tym swoim wózku za drzwiami samolotu, poczuł nagłą pustkę, smutek i samotność. Czy tak za każdym razem czuła się jego matka, gdy on jako kilkunastoletni chłopiec zostawiał ją i wyjeżdżał na drugi kraniec Polski?

do góry

* * *

Nic już nie było tak jak kiedyś, "przed nim".
Jak ona w ogóle żyła "przed nim"? Facet wysyła mail do niej i potem rozkłada cały komputer, żeby ona nie mogła go przeczytać. Kto robi takie rzeczy, kto zadaje sobie tyle trudu, kto wpada w ogóle na takie pomysły?

do góry

* * *

Gwiazdy się przecież wypalają.

do góry

* * *

(...) Jim wyciągnął z kieszeni swojej koszuli trzy skręty marihuany. Nie pytając ich nawet, czy chcą, wsadził je wszystkie do ust i podpalił.
- Zebrałem dzisiaj ogromną kasę dla małej na nabrzeżu. Chciałem to jakoś uczcić, więc "skosiłem trochę trawy" dla nas - zaczął i podając mu skręta kontynuował: - Jakub, pamiętaj, abyś to inhalował, a nie palił jak marlboro pod prysznicem. Masz ten dym trzymać w płucach i w żołądku najdłużej jak możesz. To ma cię spenetrować do kości.
Marihuana działała na niego niezwykle. Już po kilku minutach zapadał w stan radosnego i przyjemnego odrętwienia, jak po udanej sesji autogennego treningu, i umiał śmiać się praktyczne ze wszystkiego. Z przelatującego ptaka, dzwonka u drzwi lub gwiżdżącego czajnika w kuchni.
Kiedyś, paląc w swoim biurze, wyjątkowo w zupełnej samotności - marihuana jest jak alkohol, człowiek woli zatruwać się nią w towarzystwie - przeżył stan, w którym wydawało mu się, że nie musi oddychać. Trudne do opisania, niezwykłe uczucie! Rodzaj euforycznej lekkości. Jak gdyby ktoś zdjął mu nagle plecak wypełniony po brzegi ołowiem, który niósł z Krakowa do Gdańska, a był już pod Toruniem. Po tym zdarzeniu zaczął podejrzewać, że to może być niebezpieczna roślina. Ponadto po raz pierwszy w życiu zdał sobie sprawę, jakim wysiłkiem może być najzwyklejsze oddychanie. Drugi raz zrozumiał to, gdy umierała jego matka.

do góry

* * *

Faceci są jak niektóre radioaktywne pierwiastki: mają bardzo krótki czas połowicznego rozpadu. Potem już promieniują śladowo. I przeważnie tylko w innych laboratoriach. Chociaż niekoniecznie. Wystarczy, że laborantka jest obca i młodsza.

do góry

* * *

Zabłąkana połowa serca poszukująca nieustannie drugiej części.

do góry

* * *

(...) on "będzie jęczał" z rozkoszy, gdy zanim weźmie się "go" do ust, najpierw "possie się kostki lodu razem z cukierkami miętowymi".

do góry

* * *

(...) samotność to najgorszy rodzaj cierpienia!

do góry

* * *

Podświadomość była jego hobby. Wiedział chyba o niej więcej niż sam Freud. Podobnie zresztą jak Freud eksperymentował z nią w najróżniejszy sposób. Miał fazę, gdy medytował, pomagając sobie opium. Miał fazę, gdy zadawał sobie z premedytacją ból - podczas fizycznego bólu, paradoksalnie, w elektroencefalogramie mózgu pojawiają się takie same fale jak podczas orgazmu - kalecząc się lub tatuażami pokrywając swoje ciało. Do bólu jako narkotyku posuwał się wtedy, gdy nie miał pieniędzy na nic, co można wdychać, połykać lub wstrzykiwać. Głównie jednak "wydobywał" swoją podświadomość na powierzchnię za pomocą przeróżnych substancji chemicznych. Magicznymi, psychodelicznymi grzybami "uwalniał swój umysł", gdy szedł oglądać wystawy w galeriach i chciał dojrzeć więcej niż inni. LSD, gdy naczytał się artykułów o psychoanalizie i chciał koniecznie sam się "zanalizować", bez udziału psychoterapeuty. Amfetaminą, gdy "penetrował swój wewnętrzny kosmos, nastrajał się i odłączał". Kokainą, gdy nie mógł sobie poradzić z porażkami i musiał wydobyć się z depresji, aby poczuć, że "ciągle jeszcze warto zmuszać się do oddychania". Tej substancji potrzebował najczęściej.

do góry

* * *

- Nie wiedziałem tylko, że Bóg też był na grzybach, gdy majstrował przy wszechświecie.

do góry

* * *

Jim narkotykami katalizował swoją świadomość i podświadomość i robił to po to, żeby cały czas "czuć". Gdy mu się to nie udawało, wpadał w fazę. Znikając, oddalał się od bliskich mu ludzi i nie dając sobie rady z samotnością, wpadał w tę swoją czarną dziurę depresji. Potrafił całymi dniami leżeć w łóżku, nie otwierać oczu, nic nie mówić i reagować tylko na ból.

do góry

* * *

Statystyka nie kłamie. Kłamią jedynie statystycy.

do góry

* * *

(...) od sztuki gotowania lepszy jest tylko "dobry jazz i długi seks".

do góry

* * *

(...) "jazz to zemsta Murzynów na białych za niewolnictwo".

do góry

* * *

- Czy mógłby pan przynieść jeszcze jedną kawę? A jeśli tak, to czy mógłby pan wlać do tej kawy kieliszek irlandzkiej whisky?
Uśmiechnął się i zapytał:
- Dwadzieścia pięć, pięćdziesiąt czy sto mililitrów? Przy stu będzie miała pani kawę w whisky, a nie odwrotnie.
- A jak pan myśli, po jakiej ilości będzie mi jeszcze lepiej?
- Po dwudziestu pięciu mililitrach whisky w kawie i stu szampana w kieliszku z truskawką.

do góry

* * *

Życie to pożądanie. Cała reszta to tylko szczegół.

do góry

* * *

- Wie pan, nawet fuck nie znaczy już dzisiaj tego, co kiedyś. Szkoda w zasadzie.

do góry

* * *

- JL, jak Joni i Lingam. Masz inicjały tantry. To obiecuje rozkosz.

do góry

* * *

Get physical na pewno znaczy, że ma ją zacząć dotykać.

do góry

* * *

Bez papierosa "zaraz po" seks jest jak "niedokończony". Poza tym ten papieros będzie szczególny, ponieważ będzie to także papieros na "zaraz przed".

do góry

* * *

Małżeństwa nie powinny być zawierane w tym stanie chorobowym, jakim jest tak zwane zakochanie. To powinno być prawnie zakazane. Jeśli nie przez cały rok, to przynajmniej od marca do maja, kiedy ten stan staje się z powodu zakłócenia mechanizmu wydzielania hormonów powszechny i objawy szczególnie nasilone. Powinno się najpierw iść na odwyk, porządnie się odtruć i potem dopiero powrócić do myśli o małżeństwie. W stanie, w jakim są zakochani ludzi, dopamina przelewa się im przez kanały rozsądnego myślenia i zatapia mózg. Szczególnie lewą półkulę. To udowodniono najpierw na szczurach, potem na szympansach, a ostatnio na ludziach. Gdyby zakochanie trwało zbyt długo, ludzie umieraliby z wyczerpania, arytmii lub tachykardii serca, głodu albo syndromu odstawienia snu. Ci, co by jednak nie umarli, w najlepszym wypadku skończyliby w szpitalu wariatów.

do góry

* * *

(...) chcę, żebyś wiedział (...), że jesteś jedynym mężczyzną, który mnie dotyka. Także w moich myślach.

do góry

* * *

Myślisz, że proces czekania wydłuża samo czekanie. Ja nie myślę. Ja już jestem pewna.

do góry

* * *

Nigdy nie zapomni sceny, kiedy blady i zielony, wraz z wieloma innymi przewieszonymi przez burtę w Zatoce Biskajskiej, przerwał wymioty, aby w tej agonii śmiać się z bosmana, który wrzeszczał, przekrzykując uderzenia fal:
- Marynarze wiedzą, co jest najlepsze na taką pogodę? Marynarze oczywiście, kurwa, nie wiedzą! Najlepszy na taką pogodę jest kompot z czereśni, bo w obie strony tak samo smakuje. Niech marynarze to zapamiętają. Poza tym rzyganie to nie jebanie. To trzeba umieć. Który to do cholery rzyga na nawietrznej?

do góry

* * *

Turbulencje trwały do samego końca, a i lądowanie było okropne. Uderzyli kołami o płytę lotniska tak mocno, że nawet obojętny na wszystko jego mocno już pijany sąsiad zapytał, lekko bełkocząc:
- Wylądowaliśmy czy nas zestrzelili?

do góry

* * *

Asia mnie chyba zabije, bo powiedziałam jej, że idę tylko do pokoju poprawić makijaż, a tak naprawdę uciekłam do tej Internet Cafe na dworcu metra i piszę do Ciebie. Asia, odkąd się znamy, zabijała mnie już wiele razy, więc z pewnością jakoś to przeżyję.

do góry

* * *

Postanowili, że od dzisiaj zawsze będą pili zdrowie taksówkarzy z Manhattanu, szczególnie hinduskich.

do góry

* * *

- Wiesz, że przy tobie przypominają mi się wszystkie wiersze, które mnie wzruszały?

do góry

* * *

Jakubku,
Odkąd Cię znam, pisałeś lub opowiadałeś mi o prawdzie. O prawdzie w nauce, w życiu, wszędzie. Wszystko w Tobie jest prawdziwe. Dlatego wierzę, że mnie zrozumiesz. Zrozumiesz, że ja nie mogę dalej tak żyć. Jestem w ciąży. Teraz oszukiwałabym już dwie osoby. Nie mogę tego robić.
Podarowałeś mi coś, co nawet trudno nazwać. Poruszyłeś we mnie coś, o istnieniu czego nawet nie wiedziałam. Jesteś i zawsze będziesz częścią mojego życia. Zawsze.
Jakubku, mówiłeś mi, że bardzo chcesz, abym była szczęśliwa, prawda? Zrób coś teraz dla mnie, proszę. Coś bardzo ważnego. Coś najważniejszego. Zrób to dla mnie. Proszę Cię. Będę szczęśliwa, gdy mi wybaczysz.
Wybaczysz?
Nie będzie mnie przez następne miesiące. Nie pracuję już tutaj. Aby utrzymać ciążę, muszę być w domu, a później spędzę kilka miesięcy w klinice.
Dziękuję Ci za wszystko.
Uważaj na siebie.

do góry

* * *

To przecież tylko Internet...
Otworzyła folder, w którym przechowywała wszystkie e-maile od niego. Zaznaczyła wszystkie do usunięcia. Program pytał:
Jesteś pewny, że chcesz usunąć te wiadomości? (Tak/Nie)
Siedziała chwilę nieruchomo, wpatrując się w ekran.
- Idiotyczne pytanie! - pomyślała z wściekłością.
Nagle poczuła się tak, jakby od jej odpowiedzi na to idiotyczne pytanie zależało czyjeś życie.
(...) Kliknęła na "Tak". Nic się nie wydarzyło. Świat istniał dalej. Widownia odetchnęła z ulgą.

do góry

* * *

Najpierw wyjęła wypaloną zieloną świecę, którą przysłał jej kiedyś, aby mogli "zjeść kolację przy świecach". Otworzyli Chat na ICQ, otworzyli wina, zamówili pizzę, on w Monachium, ona w Warszawie, zapalili świecie i zaczęli jeść. To podczas tej kolacji zapytała go, jak wyglądała jego matka. Powiedział, że jest piękna. Mówił o niej niezwykłe rzeczy. W czasie teraźniejszym. Dopiero miesiąc później dowiedziała się, że umarła, gdy był on jeszcze studentem. Do kosza. Potem natrafiła na kserokopię jego świadectwa maturalnego. Chciał - żartując - jej udowodnić, że naprawdę ma maturę. Do kosza.
Poplamiona winem pocztówka z Nowego Orleanu. Odwróciła ją i przeczytała:
Dziękuję za to, że jesteś. Zbyt dawno tego nie robiłem. Tutaj, w tym mieście, jest to odświętne. Jakub.
Do kosza.
Książka o genetyce. Pełna jego uwag, pisanych ołówkiem na marginesach. Na 304 stronie, w rozdziale o genetycznym dziedziczeniu, ten tekst, który ją sparaliżował, gdy odkryła go po kilku miesiącach. Wymazany gumką, ale widoczny pod światło: Chciałbym mieć z Tobą dziecko. Tak bardzo chciałbym.
Do kosza.
Nie! Ona nie może tak robić. Nie wytrzyma tego. Jednym ruchem wyszarpnęła szufladę i wytrząsnęła całą jej zawartość do kosza. Wsunęła pustą szufladę na miejsce i włożyła resztę swoich osobistych rzeczy do torby. Czekała, aż wróci sekretarka, siedząc z pochyloną głową na krzesełku.
W pewnym momencie spojrzała na kosz. Na samej górze leżał model podwójnej spirali z pleksiglasu. Jego maskotka dla niej.
Jestem złą, okrutną, wstrętną kobietą - pomyślała. - Jak mogę mu robić coś takiego robić?! Właśnie jemu?
Sięgnęła do kosza. Zamknęła oczy. AT, GC, potem znowu GC i potem trzy razy AT... Do pokoju weszła sekretarka.
- Niech pani nie płacze. Wróci pani do nas. Urodzi pani dzidziusia, trochę podchowa i wróci do nas.
Nie. Nie wrócę tutaj. Już nigdy tutaj nie wrócę - pomyślała. Wstała. Podniosła torbę. Pożegnała się z sekretarką i wyszła z biura.

* * *

Jeszcze nigdy nie czytała czegoś takiego. I nigdy już pewnie nie przeczyta. Rozmowa z kobietą, która odeszła. Zostawiła go. Poprosiła o przebaczenie. Przebaczył, ale nie mógł jej zapomnieć. Więc pisał do niej e-maile. Każdego dnia. Tak jak gdyby była. Ani słowa żalu. Ani słowa pretensji. Pytania bez odpowiedzi. Odpowiedzi na pytania, których ona nie postawiła, ale on zrobił to za nią. E-maile wysyłane z komputerów we Wrocławiu, Nowym Jorku, Bostonie, Londynie, Dublinie. Ale najczęściej z Monachium.
Listy do kobiety, która ich nie czyta. Pełne czułości i troski. Wspaniałe historie opowiadane komuś, kto jest najważniejszy. Żadnej pretensji czy skargi. Tylko czasami jakieś prośby lub błagania o coś dla niego. Tak jak wtedy, gdy z Wrocławia pisał, tuż przed Wigilią, z komputera jego brata:
Zapakowałem prezent dla Ciebie. Położę z innymi pod choinką. Tak bardzo chciałbym, żebyś go mogła rozpakować, a ja żebym mógł widzieć, jak się cieszysz.
Ostatnia kartka miała numer 294. Wysłana 30 stycznia z komputera w Monachium. Była jak wołanie o pomoc. Pisał:
Dlaczego wszyscy mnie zostawiają? Dlaczego?!
Znajdź mnie dzisiaj.
Tak jak przed rokiem.
Proszę, znajdź mnie. Uratuj!

do góry

* * *

Z półsnu wyrwała ją pielęgniarka.
- Chce pani karmić? - zapytała, trzymając w dłoniach becik, z którego wystawała główka jej synka.
- Tak. Chcę. Bardzo.
Podniosła się i usiadła na łóżku. Odsłoniła pierś. Wzięła z namaszczeniem becik z dzieckiem.
Otworzyło szeroko oczy. Powiedziała, uśmiechając się do niego:
- Jakubku, tęskniłam za tobą.
Niemowlę zaczęło płakać, przestraszone.

do góry

* * *

Mężczyzna przyjechał na dworzec Berlin ZOO dobrze przed północą. Pociąg do Drezna przejeżdża przez stację Berlin Lichtenberg dokładnie o 4.06. Miał dużo czasu. Wziął taksówkę do hotelu Mercure. W barze zamówił butelkę czerwonego wina.
Zawsze lubił Natalie Cole. Za imię. I za to, że opowiada niezwykłe historie, śpiewając.
Słuchając jej, miało się przeżycia, a przeżycia są najważniejsze. Tylko dla przeżyć warto żyć. I dla tego, aby móc je komuś potem opowiedzieć.
Była za kwadrans czwarta. Zapłacił. Podszedł do recepcji.
- Mogłaby mi pani zamówić taksówkę? Do dworca Berlin Lichtenberg.
Dzisiaj spotka wszystkich, których kocha.
Prawie wszystkich.